Franciszek Raszeja

By zegar

Według niektórych źródeł to na Chłodnej 20 zginął 22 lipca 1942 wybitny polski chirurg - Prof. Franciszek Raszeja.

Estera Rozin “Relacja 301-4511; w Archiwum ŻIH: “Prof. Raszeja został zastrzelony pierwszego dnia akcji podczas operacji żony antykwariusza Szulberga przy Chłodnej 20. Niemcy po wkroczeniu do mieszkania zapytali lekarza, czy wie, że operuje Żyda. Profesor powiedział, że jest mu wszystko jedno, kto jest jego pacjentem. Po tym został zastrzelony, mimo że miał legalną przepustkę”

Władysław Szpilman, “Śmierć miasta”: “Po południu zaszedł wypadek, który wstrząsnął opinią całej Warszawy, po obu stronach murów; znany polski chirurg Raszeja został wezwany do getta aby dokonać trudnej operacji. Przy wejściu otrzymał przepustkę od komendy żandarmerii niemieckiej w Warszawie, lecz kiedy przybył na miejsce i rozpoczął zabieg, do mieszkania wtargnęli SSmani, zastrzelili chorego, leżącego na stole operacyjnym pod narkozą, potem prowadzącego operację Raszeję i wszystkich znajdujących się w mieszkaniu domowników”.

Dokumenty z Archiwum Ringelbluma: “Zabrano wiele osób wprost z ulicy, prawdopodobnie na zasadzie ich wyglądu. Nie ulegało wątpliwości, że chodzi o inteligencję, urzędników na wyższych stanowiskach. Najbardziej ucierpiłała tego dnia ulica elity – Chłodna. Wpadano do mieszkań znienacka, zabierano ludzi, na lekarzy urządzano prawdziwe polowanie. Kilka trupów zastrzelonych w biały dzień na Chłodnej.”

Więcej o Prof. Raszei: http://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Raszeja

Razem z Prof. Raszeją zastrzelono jego asystenta – żydowskiego chirurga – Kazimierza Polaka. Dr Polak pracował w szpitalu na Leszno1. Był też kierownikiem ośrodków krwiodawstwa w Getcie. (za: Ludwik Hirszweld “Dzieje Jednego Życia” i M. Tursz “Jak Kształtował się Sanitariat w Getcie Warszawskim) 

Jedna odpowiedź do “Franciszek Raszeja”

  1. zegar mówi:

    W dzisiejszej Wyborczej i Dużym Formacie długi tekst o wyżej opisanym tragicznym wydarzeniu. Wygląda na to, że właściwy adres to Chłodna 26:

    “Świadek” mordu na antykwariuszu w warszawskim getcie dokonanego zapewne przez SS i Łotyszy z jednostek pomocniczych – holenderski obraz – w piątek zostanie zlicytowany. Zyskiem podzielą się spadkobiercy zamordowanego antykwariusza i posiadacz obrazu z Łotwy

    Tajemnicza historia XVII-wiecznego obrazu “Portret czytającego mężczyzny” holenderskiego mistrza Pietera de Grebbera zaczyna się od mordu w warszawskim getcie. Jest 21 lipca 1942 roku. Profesor Franciszek Raszeja, ordynator oddziału ortopedycznego szpitala na Smolnej, z niemiecką przepustką wchodzi do getta. Ma zoperować znanego przedwojennego antykwariusza Abe Gutnajera. To wybitny marszand. Namiętnie podróżował w poszukiwaniu pozostających za granicą obrazów polskich mistrzów. Z Paryża ściągał prace Józefa Chełmońskiego i Olgi Boznańskiej, z Wiednia dzieła Jana Matejki i Aleksandra Gierymskiego, z Berlina – płótna Maksymiliana Gierymskiego. W pogoni za wielkim polskim malarstwem zapuścił się nawet do ZSRR.

    Gutnajer w swoim ekskluzywnym salonie malarstwa przy ulicy Mazowieckiej przyjmował klientów ze szczytów towarzyskiej śmietanki II RP. Teraz jego dziesięcioosobowa rodzina tłoczy się w getcie, w mieszkaniu na Chłodnej 26.

    Wchodzi tam prof. Raszeja wraz ze współpracownikiem dr. Kazimierzem Pollakiem przebywającym w getcie. Gdy zabierają się do zabiegu, na schodach rozlega się łomot. Do mieszkania wpada kilku umundurowanych mężczyzn. Rozkazy wydaje Niemiec, esesman, towarzyszą mu uzbrojeni funkcjonariusze pomocniczych formacji policyjnych złożonych m.in. z Litwinów i Łotyszy.

    Przyszli obrabować Gutnajera.

    Mordują wszystkich obecnych, również lekarzy. Jeden z napastników, najprawdopodobniej Łotysz, ściąga ze ściany “Portret czytającego mężczyzny”.

    Nie wiadomo, czy mordercy torturowali obecnych w mieszkaniu Gutnajera, nie wiadomo, co zrabowali jeszcze. Nazajutrz rozpoczęła się wielka wywózka mieszkańców getta do obozów zagłady i kulis zbrodni przy Chłodnej 26 nikt nie dociekał.

    Holenderski obraz, jedyny świadek zbrodni, zniknął na ponad 60 lat. W 2006 roku pojawił się w katalogu domu aukcyjnego Christie’s w Londynie. Wydawało się, że to jeden z tysięcy anonimowych, niewiele wartych obrazów przewijających się przez światowe aukcje sztuki. Wyceniono go na 800-1200 funtów.

    Ale do akcji wkroczyła Art Lost Register, międzynarodowa firma poszukująca skradzionych i zrabowanych dzieł. Jej eksperci w obrazie nieznanego autora rozpoznali “Portret czytającego mężczyzny” Pietera de Grebbera. Obraz wycofano z aukcji.

    Do negocjacji z anonimowym właścicielem z Łotwy (domy aukcyjne zawsze chronią tożsamość klientów) włączył się polski MSZ. Nasi dyplomaci występowali w imieniu spadkobierców syna Abe Gutnajera, który zmarł po wojnie. Doszło do ugody. “Gazeta” dowiedziała się, że strony podzielą się zyskami ze sprzedaży obrazu pół na pół. Po co taka ugoda? Bo bardzo trudno przed sądem dowieść, że posiadacz dzieła zrabowanego podczas wojny wszedł w jego posiadanie w złej wierze. Procesy takie są długotrwałe, kosztowne, a ich wynik nie jest pewny.

    Sukcesem polskich dyplomatów jest to, że i dom aukcyjny, i dzisiejszy posiadacz obrazu uznali prawa spadkobierców jednego z najsławniejszych polskich antykwariuszy i marszandów, dziś obywateli USA. To pierwszy przypadek, gdy nasze MSZ występuje w słusznym interesie poszkodowanych spadkobierców, którymi nie są obywatele polscy.

    Dzieło de Grebbera, po ujawnieniu jego autora i jego historii, wyceniono na 20-30 tys. funtów. Licytacja odbędzie się w Londynie za cztery dni.

    Reportaż o losach Abe Gutnajera i holenderskiego obrazu dziś w “Dużym Formacie”.

    Źródło: Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz